au revoir Euro2016

Europejski turniej zbliża się ku końcowi, pozostał jedynie finał, w którym prawdopodobnie wygra gospodarz. Każdy inny rezultat niż wygrana Francji w regulaminowym czasie gry będzie traktowany w kategoriach dużej niespodzianki.

og-default

Powoli zaczynają się dyskusje i rozważania na temat np. sensu powiększania grona zespołów, które mogły się zaprezentować szerszej widowni. Czy w dłuższej perspektywie czasu miało to sens?

Subiektywnie stwierdzam, że nie – turniej we Francji to jeden z najmniej ciekawych piłkarskich imprez reprezentacyjnych, które miałem okazję oglądać (moja przygoda z piłką zaczęła się od MŚ w 1994 roku). Niestety pod względem czysto piłkarskim można wyróżnić jedynie parę spotkań, na pierwszy rzut oka byłyby to:

  • Niemcy – Włochy (kapitalne emocje w serii rzutów karnych)
  • Niemcy – Francja (pierwsza połowa, max do ok. 60 minuty)
  • Węgry – Portugalia (wesoły futbol, postawienie na ofensywę)
  • Anglia – Islandia (pod kątem dużej niespodzianki, ale czy na pewno?)
  • wszystkie mecze Polaków (z wiadomych względów)

To by było na tyle. Jeśli chodzi o fazę grupową to może znalazłoby się 2-3 spotkań (oprócz tych z udziałem Polaków), które można było obejrzeć mając wrażenie, że nie będzie to stracony czas, przeznaczony na oglądanie nudnego, kiepskiego widowiska. Na pewno wpływ na to miało to, że aż 3 drużyny z czterodrużynowyh grup miało szansę na awans (nie licząc dwóch grup). Przy takich warunkach sporo zespołów mogło pozwolić sobie na postawienie na matematykę i niektóre już w drugich kolejkach (np. Niemcy, Polska) zapewniły sobie awans, mogąc w trzecich kolejkach postawić na zmienników albo piłkarzy, którzy grali mniej. Emocji w ostatniej kolejce rozgrywek grupowych – jak na lekarstwo, sytuacja praktycznie w każdej z grup była już przesądzona.

Dalej, play-offy. Jedna strona drabinki, można podsumować jednym słowem – kelnerzy. Poza Chorwacją i Belgią, która od początku turnieju były uznawane (jak pokazał czas, niesłusznie) za faworytów jeśli chodzi o dojście do dalekich faz turnieju po tej stronie drabinki znalazły się zespoły albo debiutanci w tej fazie rozgrywek albo takie, z którymi kadry np. Niemiec, Francji, Włoch poradziłyby sobie prawdopodobnie bez większych problemów. Jaki wpływ na to miały przetasowania w grupach, a jakie przypadek to już nie mi (nam) oceniać – chociaż wciąż jestem zwolennikiem koncepcji losowania par po rozegraniu fazy grupowej. Druga strona drabinki to już absolutny top europejski – Włochy, Niemcy, Francja czy Hiszpania. Los zdecydował, że niektóre z tych drużyn musiały się pożegnać z turniejem już w fazie 1/4 finału (Hiszpanie nawet wcześniej).

Turniej może być zapamiętany pod kątem drużyn, które zrobiły albo mogły zrobić niespodzianki:

  • Islandia, wyeliminowanie dumnych Synów Albionu, którzy wreszcie (który to już raz) mieli mieć kadrę, która zagwarantuje im awans co najmniej do ćwierć, pół finałów to absolutny sukces państwa, które pod względem ilości mieszkańców może się równać do co poniektórych polskich miast. Osoby niezorientowane w obecnej sytuacji reprezentacji Anglii mogłyby pomyśleć, że to sensacja – ktoś bliżej śledzący kadrę Roya Hodgsona mógł mieć wrażenie, że na tym turnieju daleko nie zajdą.
  • Walia – wyrównana grupa, ze słabymi Anglikami, beznadziejną Rosją i chimeryczną Słowacją. Sukces? Tak. Awans z grupy spodziewany? Tak. Jedyna niespodzianka, którą sprawili Walijczycy to wyeliminowanie Belgów, którzy poczuli się już zbyt pewnie i przy wyniku 1:0 w ćwierćfinale byli już myślami w półfinałach, a nie na boisku.
  • Węgry – najsłabsza (na papierze i w rzeczywistości) grupa na tym Euro, mógł z niej awansować każdy. Eksperci bardziej skłaniali się pewnie do Austriaków, którzy przez kwalifikacje przeszli jak burza. Węgrzy awansowali rzutem na taśmę zapewniając sobie pierwsze miejsce, ich dobra gra wynikała bardziej z gryzienia trawy od 1 do 90 minuty niż popisów technicznych, taktycznych. Już w 1/8 finału ich miejsce w szeregu pokazała Belgia, która stłamsiła ich wygrywając aż 4:0 (a mogło być zdecydowanie więcej).

Czy drużyny te zagrałyby równie dobrze gdyby znalazły się po drugiej stronie drabinki? Szczerze wątpię, według mnie powtórzyłyby się wyniki z meczu Francuzów i Islandczyków, gdzie już po 10 minutach meczu wiadomo było jak spotkanie się skończy.

Tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Jaki jest sens powiększania grona drużyn występujących na Euro, jeśli zespoły te w dalszych fazach turnieju są albo dostarczycielami łatwych punktów albo traktowane są jako drużyna, z którą można zanotować spacerek, a i tak awansować do dalszej fazy rozgrywek, bez większego wysiłku. Rozumiem samą koncepcję bo stawianie na słabsze drużyny, dawanie im szans pokazania się – ma sens. Niech przykładem będą zmiany w eliminacjach europejskich pucharów, które miały pomóc polskim zespołom awansować (w końcu) do prestiżowych rozgrywek. Jak to się skończyło wszyscy dobrze wiemy.

Trzeba sobie zadać pytanie. Czy chcemy traktować taki turniej jak rozgrywki elitarne, gdzie dostanie się jest już traktowane jako niejaki sukces, a samo znalezienie się w gronie X najlepszych drużyn na kontynencie, jako kwestię którą można się pochwalić. Czy może chcemy dawać każdemu szanse, a w przyszłości być może dawać też i medale za sam udział, a co by drużyny skazywane przez wszystkich na pożarcie też mogły poczuć co to znaczy zdobyć coś w takich rozgrywkach.

Według mnie kończący turniej był kiepski pod kątem jakościowym (widowiskowym). Prawdopodobnie za parę lat, poza meczami Polaków nie będę pamiętał żadnego wydarzenia związanego z Euro 2016 (no może prócz dewiacji trenera reprezentacji Niemiec). Tym niemniej zawsze to frajda przez miesiąc oderwać się od szarej ligowej (ekstraklasowej) rzeczywistości na rzecz takich rozgrywek, a mecze Polaków i poszczególne aspekty z ich spotkań (rzuty karne ze Szwajcarią, gole Milika, Błaszczykowskiego z fazy grupowej) to na pewno rzeczy, które będą rozpamiętywane jeszcze przez kilka najbliższych lat.

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Nie taki Niemiec straszny, zwycięski remis

81753_500

Remisem z obecnymi mistrzami świata praktycznie zapewniliśmy sobie awans do kolejnej fazy rozgrywek Euro 2016. Istnieją jeszcze matematyczne szanse, kiedy by do tego nie doszło, ale musiałoby się na to złożyć (równocześnie) parę czynników m.in. wygrana Irlandii w meczu z Niemcami, przegrana Polski w meczu z Ukrainą, gorsze bilanse w innych grupach jeśli chodzi o drużyny z 3 miejsc. Takie dywagacje można odstawić na bok – grając tak jak obecnie, Polacy mają duże szanse na ogranie (kiepskiej) Ukrainy i przypieczętowanie awansu z grupy, być może nawet z pierwszego miejsca.

Nasza kadra gra obecnie bardzo dobrze w defensywie (wczoraj niesamowity Pazdan) plus rozważnie w środku pola i z przodu. Brakuje nieco więcej skuteczności pod bramką rywali (m.in. sytuacje Milika) wtedy moglibyśmy nawet wczoraj pokusić się o zgarnięcie całej puli.

13415548_1017574501625251_6043003638787922306_o

Fabiański (7/10) – pewny, wczoraj bez większych okazji do popisania się paradami. Wybronił co miał wybronić (z jedną groźną sytuacją) do tego pewny na przedpolu, nieźle wznawiał grę. Według mnie nie ma co kombinować z powrotem Szczęsnego, Fabiański to gwarant dobrej i pewnej gry i Nawałka powinien postawić na Niego w ostatnim meczu grupowym.

Piszczek, Jędrzejczyk (7/10) – dużo mniej angażowania się w akcje ofensywne na skrzydłach, niż w meczu z Irlandią – z wiadomych względów. Poza tym nie dali pograć skrzydłowym Niemiec. Bardzo przyzwoite występy – Piszczek ma chyba najlepszy okres gry w swojej karierze, Jędrzejczyk poniżej pewnego poziomu już nie schodzi.

Glik (8/10) – nie ma co szerzej komentować. Profesor.

Pazdan (9/10) – niespodzianka, spodziewaliśmy się że będzie to prowodyr niebezpiecznych sytuacji pod bramką, a tutaj zaskoczenie – Pazdan zagrał kapitalnie, najwięcej odbiorów w całym turnieju (7) do tego bardzo dobre ustawianie się w obronie i czytanie gry, oby tak dalej. Nigdy fanem Michała nie byłem, ale z taką grą to aż ręce same składają się do oklasków.

Krychowiak (8/10) – podobnie jak Glik, profesura. Rewelacyjne odbiory, dobre wyprowadzenie piłki.

Grosicki, Błaszczykowski (6/10) – przed dobrą grę defensywną Niemców, nie mieli zbyt wielu okazji do pokazania się na skrzydłach. Pomimo tego zanotowali parę udanych zagrań i przejść na bokach. Brakowało ostatniego, celnego podania w pole karne.

Lewandowski (8/10) – pomimo niestrzelenia gola w kolejnym meczu, bardzo dobre zawody. Każde dotknięcie piłki przez Lewandowskiego pokazuje jak dobrze wyszkolonym technicznie i myślącym jest zawodnikiem. Praktycznie bezbłędny, zmora obrony każdego przeciwnika.

Milik (5/10) – dobrze się ustawiał, niestety marnuje sytuacje na potęgę, a kiedy zmarnuje jedną to później gra na nogach z waty i jest mocno przestraszony jeśli chodzi o kolejne. Szkoda bo Arek ma niesamowity potencjał, oby już w meczu z Ukraińcami się odblokował. W dalszych fazach turnieju może być tak że w ciągu meczu będziemy mieli 1-2 sytuacje i jeśli ich nie wykorzystamy to rywal skorzysta.

To naprawdę miła odmiana czytać komentarze znanych osób z zagranicy (Rio Ferdinand, Russel Crowe), którzy wychwalają kadrę i jej poszczególne ogniwa. Widać po tym, że jako drużyna i indywidualności jesteśmy dostrzegani poza krajem, a to już świadczy niewątpliwe o dobrym poziomie jaki prezentujemy. Po wczorajszym meczu niemiecka prasa rozpisuje się w różnym tonie, niektórzy uważają nawet że remis z Polakami po takim spotkaniu należy uszanować.

Personalnie w tej drużynie nie widać słabszych ogniw, które wpływałyby na grę reszty zespołu. Z trzonem w postaci Lewandowskiego, Glika, Krychowiaka i mocno obsadzonymi innymi pozycjami trzeba otwarcie stwierdzić, że powoli możemy aspirować do bycia czarnym koniem obecnych mistrzostw Europy. Nie ma co zbytnio dmuchać balonika bo wiadomo jak w przeszłości to się kończyło, ale dawno nie mieliśmy tak udanego wejścia w turniej oraz perspektyw na jego dalszą część. Szkoda byłoby tego nie wykorzystać. Tym niemniej jestem dziwnie spokojny przy rozważnym Nawałce, że będziemy mieli jeszcze parę okazji do radości, świętowania w tym turnieju, czego sobie i wszystkim życzę.
POLSKA, BIAŁO-CZERWONI!

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Na ligowym podwórku.

Wczorajszy mecz Legii Warszawa i Pogoni Szczecin (spotkanie słabe, bez historii, do jak najszybszego zapomnienia) zakończyła pierwszą rundę sezonu 2015/2016 polskiej Ekstraklasy. Ostateczna tabela po tej fazie rozgrywek prezentuje się następująco.

12208392_1676160282601760_5314104811079572013_n

Największa niespodzianka (in plus): Piast Gliwice
Ekipa trenera Latala przebojem wdarła się na pierwsze miejsce już w pierwszych kolejkach obecnego sezonu. Kiedy wszyscy zastanawiali się kiedy nastąpi potknięcie, które w teorii musiało nastąpić, drużyna z Gliwic tylko umacniała się na pozycji lidera i w praktyce, ostatecznie zakończyła rundę z zadziwiającą 8-punktową przewagą nad drugą Legią Warszawa.

Największa niespodzianka (in minus): Lech Poznań
Pod przewodnictwem Macieja Skorży drużyna Kolejorza zanotowała niesamowity spadek formy. Pomimo dobrego składu (na papierze) oraz niezłych transferów przed sezonem (np. Marcin Robak, najlepszy strzelec ligi) zespół przegrywał wszystko jak leci, poczynając od pierwszego meczu w sezonie (porażka w Poznaniu 1:2 z Pogonią Szczecin). Odwrócenie karty przyniosła zmiana na stanowisku trenerskim. Po objęciu posady przez Jana Urbana, gra zespołu wygląda lepiej o czym najlepiej świadczą wyniki, które Lech odnotowuje od paru tygodni (m.in. wygrana z Fiorentiną).

Królowie remisów: Wisła Kraków (8) ; Pogoń Szczecin (8) ; Górnik Zabrze (7) ; Podbeskidzie Bielsko-Biała (7).
Pomimo tego, że to właśnie drużyna Kazimierza Moskala była najbardziej obsmarowywana w internecie z powodu dużej ilości remisów to do miana takiego kandydować mogą również wymienione obok drużyny, z Pogonią Szczecin na czele, która zanotowała identyczny bilans nierozstrzygniętych spotkań. Z czego to wynika? Poza Wisłą Kraków (26) wszystkie te zespoły strzelają mało bramek, wynik oscyluje w granicach prowadzenia jedną bramką lub remisu.

Najdłuższa seria: Pogoń Szczecin (12 meczów bez porażki)
W ostatnich czterech kolejkach popularni Portowcy nie wygrali żadnego spotkania i notują zdecydowany regres formy. Grają źle (bez pomysłu) i oceniając po końcówce rundy na pewno nie znaleźlibyśmy nikogo kto nie znając przebiegu rundy we wcześniejszych meczach wytypowałby drużynę Czesława Michniewicza, jako tą najdłużej niepokonaną. Czym imponowała Pogoń w pierwszych kilku (-nastu) kolejkach? Bardzo dobrą (pewną) grą w defensywie (filary obrony Fojut, Czerwiński), skuteczną grą w ofensywie (Zwoliński) plus dobrym rozegraniem i środkiem pola (Murawski, Akahoshi, Matras). Niestety w końcówce rundy zdecydowana część tych ogniw się posypała (czy to ze względu na kontuzję: Zwoliński, czy też słabszą dyspozycję: Akahoshi).

Strzelec wyborowy: Nemanja Nikolić (16 bramek)
Węgierski napastnik, sprowadzony do Legii Warszawa z Videotonu. Zaskakuje skutecznością od początku sezonu. Na poziom Ekstraklasy jest na pewno zawodnikiem nie do zastąpienia, pomimo głosów że strzela jedynie w meczach ze słabszymi rywalami. Czy jest w stanie wybić się ponad stan i zacząć strzelać np. w rozgrywkach europejskich pucharów? Póki co nic o tym nie świadczy, Legia gra w LE bardzo przeciętnie i z 1 bramką oraz 1 punktem na koncie okupuje ostatnie miejsce w tabeli.
Dalsza czołówka klasyfikacji strzelców: Mariusz Stępiński (8) ; Marcin Gajos (7)

Najszczelniejsze zasieki obronne: Korona Kielce (12 straconych bramek)
Szczerze mówiąc, sam się zdziwiłem przeglądając drużyny, które straciły ich najmniej. Drużyna z Kielc mało strzela (12) ale również mało traci (12). Spotkań z ich udziałem w znakomitej większości przypadków nie można zaliczyć do meczów oglądanych z wypiekami na twarzy. Pomimo niezbyt widowiskowej gry Korona niespodziewanie zajmuje wysokie (5) miejsce w tabeli.
Inne zespoły ze szczelną defensywą: Wisła Kraków (13) ; Piast Gliwice (14) ; Legia Warszawa (16) ; Pogoń Szczecin (16)

Najlepszy bilans wyjazdowy: Korona Kielce (18 punktów)
Znowu niespodzianka. Biorąc pod uwagę nikłą ilość straconych bramek można od razu wysnuć wnioski na temat gry popularnych Scyzorów na wyjazdach. Co ciekawe, Koroniarze notując taki bilans mogą poszczycić się miejscem obok europejskich tuzów jeśli chodzi o wyniki na cudzych obiektach (trzeba również wyróżnić Podbeskidzie Bielsko-Biała, które również umieszczono w tym notowaniu): 12191197_902128626503173_634706909588227505_o

Najbardziej widowiskowo grające zespoły: Piast Gliwice ; Cracovia Kraków
Obie drużyny grają odważnie w ofensywie, kreując dużą ilość sytuacji bramkowych. W Krakowie drugą młodość przeżywa Mateusz Cetnarski, wspomagany m.in. przez Rakelsa czy przebojowego Kapustkę. Grę Krakowian ogląda się z przyjemnością i ich spotkania należą do tych obfitujących w największą ilość bramek. Gra Piasta opiera się na zawodnikach zagranicznych (Vacek, Ziviec, Nespor, Mraz) – ich gra zaskakiwała od początku sezonu wszystkich obserwatorów, mało kto stawiał drużynę z Gliwic pośród ekip, które znajdować się będą w czubie tabeli po zakończeniu pierwszej rundy sezonu. Dobra gra skrzydłami (m.in. przez bardzo dobrze podłączającego się do akcji ofensywnych Patrika Mraza) niezły środek pola (Radosław Murawski) dobry napastnik (Nespor, ostatnio notuje zastój pod względem ilości zdobytych bramek, ale wciąż gra poprawnie) i mamy przepis na drużynę, która okupuje pierwsze miejsce w naszej rodzimej lidze.

Nowa runda rozpocznie się już za 2 tygodnie (parę kolejek rozegranych awansem z wiosny). Czy Piast wytrzyma również drugą rundę, a potem po podziale na grupy mistrzowską/spadkową zacznie naprawdę liczyć się w walce o mistrzostwo Polski? Czy Lech Poznań ,,doczłapie” się do mistrzowskiej ósemki? Czy Pogoń Szczecin i Wisła Kraków dalej będą śrubować ,,remisowe” rekordy?
Póki co to jedynie wróżenie z fusów, odpowiedzi poznamy już niedługo.

/R

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Egzotyczny spacerek

Po względnie wysokiej porażce z Niemcami, niespodziewanie można było usłyszeć przeważające dobre komentarze dotyczące gry Polaków. Daliśmy sobie wbić 3 bramki
(w większości po błędach obrony), ale za samą grę nie musimy się wstydzić – wszak potrafiliśmy postawić się obecnym mistrzom świata na ich terenie, stwarzając multum szans bramkowych, żeby przytoczyć tylko te Lewandowskiego z końcówki pierwszej połowy czy Grosickiego do pustej bramki z drugiej. Jest to dobry prognostyk przed kolejnymi spotkaniami w ramach eliminacji do ME we Francji. Dobra gra Lewandowskiego, Krychowiaka, Grosickiego oraz zaskakująco przyzwoita np. Rybusa pozwalają przypuszczać, że nasza kadra zgrywa się w coraz lepszym stopniu i tworzy coraz trwalszy kolektyw. Niektóre reprezentacje (Islandia, Anglia) już mogą rezerwować sobie miejsca we francuskich hotelach – Polacy muszą jeszcze na to poczekać, dzisiaj pierwsza przeszkoda – z gatunku tych łatwych do przeskoczenia. To w teorii, czy w praktyka okaże się równie łaskawa?

Przewidywany skład reprezentacji Polski: 
Fabiański
Olkowski / Cionek / Glik / Jędrzejczyk
Błaszczykowski / Krychowiak / Mila / Grosicki 
Milik / Lewandowski 

Polska do meczu z reprezentacją Gibraltaru podchodzić będzie jako murowany faworyt. Reprezentanci przeciwnika nie ukrywają, mając w pamięci wynik pierwszego spotkania (0:7), że dzisiaj sukcesem dla nich będzie możliwie jak najniższy wymiar kary. Jordan Perez, bramkarz gości, który pokazał się z dobrej strony m.in. w meczu z Niemcami (pomimo puszczenia 7 bramek) mówi, że sukcesem uznają stratę nie więcej niż 4 bramek. Możliwe? Niespecjalnie, mając na uwadze, że poza paroma ogniwami zagramy w najmocniejszym zestawieniu m.in. z bramkostrzelnymi Milikiem i Lewandowskim na szpicy, który będzie chciał umocnić się na pozycji lidera klasyfikacji strzelców eliminacji ME (obecnie prowadzi z 8 golami na koncie).

Flag_of_Gibraltar.svgGibraltar został pełnoprawnym członkiem struktur UEFA dopiero od maja 2013 r. Wcześniej w dość agresywny sposób swoje obiekcje zgłaszała Hiszpania, która od lat uważa, że Gibraltar jest jej autonomiczną częścią i jego wyodrębnienie jest niezasadne.

Kadra Gibraltaru oparta jest na zawodnikach grających w futbol amatorsko. Z tego względu większość z nich musi oprócz grania w piłkę, które nie zapewnia im godziwych pieniędzy pracować po godzinach w normalnych zawodach, są to m.in.:

  • policjant,
  • prawnik,
  • urzędnik,
  • strażak,
  • budowlaniec,
  • nauczyciel,
  • spedytor,
  • celnik,
  • instruktor fitness.

Piłkarze Gibraltaru otwarcie mówią o tym, że piłka jest dla nich tylko miłym dodatkiem,
a praca zarobkowa, którą udaje im się z tym połączyć jest priorytetem – wszak to w niej zarabiają poważniejsze pieniądze, z których utrzymują siebie i swoje rodziny. W przypadku eliminacji ME oraz gry z zawodowymi reprezentacjami – to dla nich atrakcja, wydarzenie
o którym będą opowiadać w swoich rodzinach prawdopodobnie przez kilka kolejnych pokoleń.

Reprezentanci Gibraltaru w taki sposób podchodzą do uprawiania futbolu, dlatego podobnie powinniśmy potraktować dzisiejszy mecz – jako ciekawą, łatwą odskocznię od ciężkich meczów, które albo już rozegraliśmy (z Niemcami) albo mamy w perspektywie (ze Szkotami i Irlandczykami). Celem na dziś jest wygrana i strzelenie dużej ilości bramek, tak aby umocnić się na drugim miejscu i śrubować plusową różnicę bramkową. Rywala trzeba szanować jak każdego innego, ale znając nasze możliwości (umiejętności) absolutnie nie można się go obawiać.

/R

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Jeszcze jeden!

Przechwytywaniejj4 wrzesień 20:45 – część polskiego społeczeństwa będzie oglądała powtórki Na Wspólnej, Gwiazdy skaczą na jednej nodze albo Gotuj z (…) – zdecydowana większość,  od przysłowiowych Januszy przez zagorzałych kibiców po całe rodziny wieczorem usadowi się przed ekranem telewizora i trzymając kciuki będzie obserwowała poczynania naszych Orłów w starciu z odwiecznym rywalem. Poruszenie narodowe, jak zwykle kiedy gramy z drużynami pokroju Niemiec – futbolem zaczynają się wtedy interesować nawet jednostki, które niekoniecznie wiedzą ile osób porusza się na boisku podczas spotkania. Przykładem niech będzie reklama, którą można słyszeć od godzin porannych w radiu: ,,Niemcy – nie mają szans …” – dalszej części nie przytoczę, co by nie być posądzonym o lokowanie produktu.

Czy optymizm jest uzasadniony? Jedno spojrzenie na tabelę naszej grupy eliminacyjnej do mistrzostw Europy pozwala stwierdzić jednoznacznie – TAK!

Przechwytywanie

Przypomnijmy, że do Mistrzostw Europy awansują:
– bezpośrednio po 2 najlepsze drużyny z każdej grupy;
– bezpośrednio drużyna z najlepszym dorobkiem punktowym spośród zespołów z trzecich miejsc;
– 4 drużyny, zwycięzcy par barażowych drużyn z trzecich miejsc.

Polakom do końca eliminacji pozostało rozegranie czterech spotkań:
4 wrzesień Niemcy – Polska / Typ: x
7 wrzesień Polska – Gibraltar / Typ: 1
8 październik Szkocja – Polska / Typ: x2
11 październik Polska – Irlandia / Typ: 1 

W praktyce możemy doliczyć sobie już kolejne 3 punkty w meczu z Gibraltarem. W piłce nożnej zdarzają się różne niespodzianki, ale w tym spotkaniu tak nie będzie. Sympatyczna drużyna kelnerów, nauczycieli, policjantów z Gibraltaru jest w grupie typowym dostarczycielem punktów – ugranie przez nich co najmniej 1 punktu w jednym z 10 meczów byłoby niezwykłą niespodzianką. Stare porzekadło futbolowe mówi, że nie ma już na świecie słabych drużyn i trzeba szanować każdego rywala. Z szacunkiem zgoda, ale Polacy są obecnie drużyną o kilka (-naście?) klas lepszą i nie przystoi im nawet strata bramki, co będzie również uznawane za niemałe zaskoczenie.

Spotkania ze Szkocją i Irlandią będą typowymi meczami walki. Brytyjski futbol opiera się w głównej mierze na sile, dobrym przygotowaniu kondycyjnym oraz wybieganiu. Nie zmienia to faktu, że jesteśmy (nie tylko na papierze) obecnie drużyną zdecydowanie lepszą i od Szkotów i od Irlandczyków – żeby awansować do mistrzostw oraz myśleć tam o przerwaniu stereotypu ,,mecz otwarcia – mecz o wszystko – mecz o honor” powinniśmy z takimi rywalami, do meczów z którymi występujemy w roli faworyta – wygrywać bez zająknięcia. Nigdy na terenach drużyn angielskich nie grało nam jednak się łatwo i przyjemnie – w tym wypadku będzie podobnie.Wbrew pozorom to nie spotkanie z Niemcami będzie naszym meczem o wszystko w tych eliminacjach. Po nim możemy albo rozsiąść się w fotelu lidera i z nieco większym spokojem obserwować poczynania innych drużyn oraz przygotowywać się do następnych meczów albo po ewentualnym remisie/przegranej z jeszcze większym skupieniem i zdeterminowaniem podejść do spotkań ze Szkotami oraz Irlandczykami.

Jeśli chodzi o dzisiejsze spotkanie z naszymi zachodnimi sąsiadami to każdy wynik inny niż zwycięstwo Niemców będzie wciąż traktowane w ramach niespodzianki – na pewno nieco mniejszej niż przed rozpoczęciem eliminacji i pierwszym meczem, gdzie w spektakularny sposób przełamaliśmy naszą wstydliwą serię braku wygranej od lat, ale wciąż to Niemcy przystępują do meczu w roli faworyta.

Zagramy dzisiaj prawdopodobnie w zestawieniu:

Łukasz Fabiański
Łukasz Piszczek – Kamil Glik – Łukasz Szukała – Artur Jędrzejczyk
Kamil Grosicki – Grzegorz Krychowiak – Krzysztof Mączyński – Maciej Rybus
Arkadiusz Milik – Robert Lewandowski

Bez większych niespodzianek ani osłabień. Poza Pazdanem i Linettym, którzy wypadli w ostatnim momencie jest to obecnie nasze najlepsze zestawienie i wygląda ono na optymalne. Szkoda tego pierwszego, który od jakiegoś czasu gra na naprawdę niezłym poziomie i jest gwarantem dobrej (pewnej) gry obronnej. Linetty przy swoich 6 występach w kadrze nie jest jeszcze na tyle pewnym ogniwem drużyny, żeby jego brak był odczuwalny. W spotkaniu z Niemcami zaczniemy prawdopodobnie cofnięci z myślą o wyprowadzaniu szybkich kontrataków (piłki rozdzielane na skrzydła do szybkich skrzydłowych Grosickiego, Rybusa lub prostopadłe piłki do napastników Milika i Lewandowskiego). Jako kadra od lat lubimy grać w taki sposób i w zdecydowanej większości przypadków taka strategia i taktyka wyglądają a naszym wykonaniu najlepiej.

Trzon reprezentacji Polski, do którego zaliczają się Fabiański, Glik, Krychowiak, Milik, Lewandowski to sprawdzone nazwiska, o których głośno jest (nie tylko) w Europie. Jeśli jeszcze nie grają w topowych drużynach ze starego kontynentu to prawdopodobnie będzie tylko kwestią czasu, żeby do takowych się przenieśli (vide Krychowiak i zainteresowanie klubów podczas ostatniego okna transferowego). Na takich fundamentach można budować drużynę, która jest w stanie powalczyć z każdym, a już na pewno z ekipą Niemiec, która na papierze jest mocna, ale nie jest już to drużyna, przed którą w ubiegłych latach kładliśmy się na łopatkach już przed meczem licząc jedynie na jak najłagodniejszy wymiar kary.
Jak wszyscy dzisiaj wieczorem będę ściskał kciuki za naszych, remis biorę w ciemno, ale liczę na powtórzenie wyniku ze Stadionu Narodowego, kiedy w naszą wygraną nie wierzył chyba nikt, łącznie z piłkarzami, którzy w swoją szansę uwierzyli dopiero na boisku – oby dzisiaj było podobnie.
POLSKA BIAŁO-CZERWONI!

/RD

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Transferowe El Dorado

Degrengolada finansowa świata futbolu postępuje.
Najnowszym przykładem potwierdzającym tę tezę jest transfer jedynie 19-letniego Anthony Martiala do Manchesteru United za (według różnych źródeł) 60-80 mln Euro.

031315-5-SOCCER-Anthony-Martial-OB-PI.vresize.1200.675.high.25Kwota niewyobrażalna, szczególnie dla drużyny, która w porównaniu do innych europejskich potentatów nie słynęła dotychczas z tak drogich transakcji gotówkowych (zwykle kwoty droższych transferów Czerwonych Diabłów oscylowały w granicach 25-35 mln euro). To sąsiad zza miedzy, popularni the Citizens (Manchester City) był znany z masowych, coraz droższych i nierzadko nieprzemyślanych transferów.
Te z ostatnich lat, które można zaliczyć do nie końca udanych:

Wilfried Bony (32,0 mln euro) – napastnik Swansea City, który w walijskiej drużynie zaskakiwał skutecznością oraz bardzo dobrym zmysłem strzeleckim, po przejściu do drużyny z Manchesteru nie dość, że grywał rzadko to nie wpisywał się na listę strzelców z taką regularnością jak w drużynie Łabędzi.
Stevan Jovetic (26,0 mln euro) – wielki gwiazdor Fiorentiny, sprowadzany jako nadzieja na polepszenie siły ogniowej the Citizens. Zawiódł na całej linii, w tym sezonie został wypożyczony do drużyny Interu Mediolan.
Mario Balotelli (29,5 mln euro) – niesforny Włoch będzie pamiętany z drużyny Manchesteru jedynie ze swojej cieszynki (Why always me?). Poza tym nie zachwycił.

Robinho, Adebayor, Jo, Javi Garcia, Alvaro Negredo – można wymieniać jeszcze długo, drużyna gdzie kurek z pieniędzmi na transfery jest odkręcony praktycznie non-stop ma za uszami sporo nieudanych transakcji. Czy nauczyli się na błędach i obecnie będzie już tylko lepiej? Ciężko to jednoznacznie stwierdzić, drużyna z Manchesteru wciąż sprowadza piłkarzy hurtowo, za ogromne pieniądze – tym samym (często niesłusznie) zawyżając ich wartość rynkową. Działanie destrukcyjne niszczące rynek. The Citizens w sezonie 15/16 wydali na piłkarzy łącznie nieco ponad 200,0 mln euro, najdroższymi z nich są:
Raheem Steerling (62,0 mln euro)
Kevin de Bruyne (74,0 mln euro)
Nicolas Otamendi (44,6 mln euro)
Gdyby nie Manchester City zawodnicy na pewno trafiliby do innych europejskich drużyn, gdzie prawdopodobnie nie zapłacono by za nich tak wygórowanych kwot. Czy będą to transfery udane, warte wydanych małych fortun? Być może, Sterling już zaczyna pokazywać za co kochano go na Anfield Road, a de Bruyne to jeden z największych, młodych talentów współczesnej piłki europejskiej. Nie zmienia to jednak faktu, że Manchester City będzie wciąż kojarzony głównie z przepływem ogromnej gotówki.

Angel di MaríaDotychczas najdroższym zakupem Czerwonych Diabłów był Angel Di Maria – Argentyńczyk przeszedł do Manchesteru z Realu Madryt za 75,0 mln Euro. Jego początki w drużynie były bardzo obiecujące – dużo rajdów zakończonych udanymi podaniami (asystami) oraz paroma bramkami. Im dalej tym jednak gorzej i Di Maria w ostatecznym rozrachunku okazał się transferowym niewypałem. Argentyńczyk nie potrafił przystosować się do warunków panujących na angielskich boiskach i ostatecznie został sprzedany do PSG (63,0 mln euro).

Mogło się wydawać, że działacze poszli po rozum do głowy i kupując np. Mateo Darmiana (18,0 mln euro) czy Memphisa Depaya (27 mln euro) za stosunkowo niewielkie pieniądze będą sprowadzać jedynie sprawdzone nazwiska, gwarantujące grę na poziomie – młody Włoch jest jednym z najlepszych ogniw defensywy United w tym sezonie, Depay (poza meczem eliminacyjnym w LM z Club Brugge) nie zaprezentował się z najlepszej strony, ale niewątpliwie ma potencjał, który może w drużynie Czerwonych Diabłów rozbłysnąć na nowo.

Co w takim razie skłoniło zarząd drużyny Luisa van Galla do wydania 50,0 mln euro na zawodnika bez ugruntowanej pozycji w światku futbolowym, który dotychczas nigdzie nie potwierdził swojej wartości? Martial, jeśli wierzyć doniesieniom mediów to niezwykły talent – póki co nie potwierdzają tego jego statystyki w AS Monaco (70 spotkań we wszystkich rozgrywkach / 15 bramek, 8 asyst). Czy dzięki temu bilansowi cena młodego Francuza została słusznie wyśrubowana do 50-ciu milionów? Na taką kwotę wpływ na pewno miał wiek piłkarza oraz zapatrywanie się działaczy na przyszłość. Jeśli nie możemy wyszkolić w drużynie żadnych angielskich talentów (zawodników, wychowanków klubowych United, którzy przebili się do pierwszego składu lub się tam dobijają można policzyć na palcach jednej ręki – nie są to jednak nazwiska warte dłuższej uwagi co potwierdzili grając parokrotnie czy to w angielskich rozgrywkach pucharowych czy nawet na poziomie Premier League) to penetrujmy rynki, inne ligi w poszukiwaniu takich zawodników. Tok rozumowania odpowiedni, kwota transferu? Nieadekwatna do tego co obecnie Martial może wnieść do drużyny.
Manchesterowi United pali się grunt pod nogami jeśli chodzi o napastników – Wayne Rooney od dawna nie można znaleźć formy, którą czarował za swoich najlepszych lat (nie wliczając meczu z Club Brugge, gdzie cała drużyna zagrała bardzo dobrze). James Wilson to nieopierzony małolat, który nie imponuje absolutnie niczym – rozegrał parę spotkań na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Anglii, ale nie jest gwarantem bramek. Czy w przypadku takiego składu personalnego jeśli chodzi o napastników przemyślanym działaniem jest pozbywanie się Chicarito i kupieniem w zamian młodziutkiego Martiala? Można dyskutować …

W czasach kiedy transferowe kwoty potrafią przyprawić o zawrót głowy, na uwagę zasługuje polityka transferowa Bayernu Monachium. Sezon 14/15 to sprowadzenie m.in. Xabiego Alonso (10,0 mln euro) Juana Bernata (10,0 mln euro) czy Roberta Lewandowskiego (bez kwoty odstępnego) – wszyscy, pomimo niewielkich nakładów finansowych potrzebnych na ich sprowadzenie, bardzo dobrze wprowadzili się do drużyny i są jej ważnymi ogniwami. Obecny sezon (15/16) to kupno m.in. Arturo Vidala (37,0 mln euro) czy Douglasa Costy (30,0 mln euro) – kwoty wyższe, ale niewątpliwie adekwatne jeśli chodzi o markę i potencjał wymienionych zawodników. Obaj wprowadzili się już bardzo szybko do drużyny – strzelają, asystują i pokazują swoje nieprzeciętne umiejętności (niesamowity popis Costy z poprzedniego meczu ligowego). Zawodnicy, o których biło się pół piłkarskiej Europy – gwaranci dobrej gry oraz wartości dodanej wprowadzonej do drużyny po wkomponowaniu się w nią. Łączna cena dochodząca do 70,0 mln to wciąż o 10,0 mln euro mniej niż górna granica plotek transferowych dotyczących nowego napastnika United.

Piłka nożna to obecnie sport popsuty przez zbyt duże pieniądze inwestowane w kluby. Zawodnicy mogą liczyć na niewyobrażalne pensje (kwoty rzędu 100 tysięcy euro za tydzień to już norma), od których w wielu przypadkach przewraca im się w głowach (żeby wymienić tylko dość popularną praktykę – jazdę na podwójnym gazie nowym super-autem). Pieniądze przeznaczane na transfery gotówkowe są coraz większe i nikogo nie zdziwi jeśli w ciągu kilku kolejnych lat zostanie przekroczona bariera 200,0 mln euro za kupno jednego zawodnika.
Sposób na naprawę tego stanu rzeczy?
Jeśli organizacje piłkarskie z FIFA i UEFA na czele nie podejmą kategorycznych działań, które będą miały na celu zmniejszenie poziomu operowanych kwot to dojdzie do sytuacji,  w której Ci o najwyższych budżetach będą monopolizować wszystkie rozgrywki – od ligowych, po europejskie, międzynarodowe. Projekt finansowego fair-play, wprowadzanego przez Michaela Platiniego powoli upada (zaskarżony ze względu na łamanie zasad unijnych o wolnej konkurencji i swobodnym przepływie kapitału).
Na szczęście, póki co wielkie pieniądze nie są gwarantem sukcesów i drużyny, które na takich się opierają (Manchester City, PSG, Chelsea) poza rozgrywkami ligowymi nie osiągają większych sukcesów.
Czy będziemy świadkami takiego stanu rzeczy jeszcze przez długi czas?

/R

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Królowa remisów

Niepokonani. Brzmi dumnie, na myśl przychodzi np. drużyna Arsenalu Londyn z sezonu 2003/2004 w Premier League, kiedy Kanonierzy w przeciągu całych rozgrywek nie zanotowali ani jednej porażki (38 meczów – 26 zwycięstw, 12 remisów) zdobywając w cuglach mistrzostwo kraju.

Schodząc na odrobinę niższe szczeble europejskiego futbolu – polska Ekstraklasa.
W obecnym sezonie do miana niepokonanych drużyn pretendują jedynie 2 ekipy. Nie są to ani Legia Warszawa ani Lech Poznań, które mogłyby przyjść na myśl jako pierwsze w takim przypadku (pierwsi ustępują jedynie Piastowi Gliwice i Cracovii Kraków, drudzy okupują niespodziewanie dolne rejony tabeli). Niespodziewanymi niepokonanymi są:

Pogoń Szczecin 
| 7 meczów | 11 pkt | 2 wygrane | 5 remisów | 0 porażek | Bramki: 9-7

Wisła Kraków | 7 meczów | 10 pkt | 2 wygrane | 5 remisów | 0 porażek | Bramki: 13-9

Wisła ustępuje Pogoni w tabeli jedynie ze względu na punkty (-1 pkt odjęty przed sezonem za niespełnienie finansowych wymagań). Niespodzianka? Do kiedy utrzyma się forma obu drużyn? Nikt nie powinien mieć wątpliwości, że do rekordu Arsenalu nie ma czego przyrównywać, jest to jedynie początek ekstraklasowych zmagań i 1-2 kolejne mecze mogą okazać się decydujące jeśli chodzi o określenie formy obu zespołów.
Kto prezentuje się lepiej? Które formacje są mocniejsze?

BRAMKARZ

kudlaDawid Kudła | 7 straconych bramek w 7 ligowych meczach, średnia bardzo dobra. Tyle samo straconych goli zanotowała Legia Warszawa (7) mniej tylko rewelacje tego sezonu Piast Gliwice (6) oraz Cracovia (5). Czy świadczy to o tym, że Portowcy doczekali się godnego następcy uwielbianego przez kibiców Radosława Janukiewicza? Póki co ciężko to jednoznacznie stwierdzić. Dawid na pewno gra lepiej nogami od swojego poprzednika, ale ma też sporo mankamentów tj. słaba gra na przedpolu (często zbyt wolno rusza do piłek) oraz niepewność w interwencjach (np. podczas stałych fragmentów gry dla rywala).

radf_1563768aRadosław Cierzniak | 9 straconych bramek w 7 ligowych meczach. Bramkarz, który przeszedł do Wisły Kraków ze szkockiego Dundee United. Zanotował w tym sezonie, podobnie jak jego konkurent jedynie jedno czyste konto (w meczu z Lechem Poznań). Cierzniak bardzo dobrze gra na linii oraz przedpolu, parokrotnie bronił w niesamowity sposób strzały rywali (np. we wspomnianym meczu z Pogonią Szczecin). Według mnie jest obecnie m.in. ze względu na dużo większe doświadczenie lepszym bramkarzem od Kudły.

Wisla-Krakow

 

Werdykt: Radosław Cierzniak – za pewniejsze wrażenie w bramce plus doświadczenie nie tylko na krajowym podwórku.

 

OBRONA

PrzechwytywaniesadaNunes, Czerwiński, Fojut, Frączczak | Dwa bardzo mocne ogniwa (stoperzy, których zazdrości Pogoni pół ligi) oraz dwa przeciętne, co by nie powiedzieć słabe. Nunes i Frączczak na bokach obrony nie są gwarantami pewnej gry defensywnej – obydwaj źle się ustawiają, często wchodzą w niepotrzebne pojedynki tracąc w głupi sposób piłki. O ile z Frączczaka jest jeszcze sporo pożytku z przodu, o tyle Nunes notuje spadek formy nawet jeśli chodzi o wykonywanie stałych fragmentów gry. Czerwiński i Fojut praktycznie nie do przejścia na środku obrony – do tego przydatni w polu karnym rywala, kiedy mogą skorzystać ze swoich ponadprzeciętnych warunków fizycznych (np. bramka Fojuta w meczu z Podbeskidziem, asysta Fojuta w meczu pucharowym z Jagiellonią).

asadsaBurliga, Głowacki, Guzmics, Jovic | Najpewniejsze ogniwo defensywy Wiślaków to oczywiście Arkadiusz Głowacki – jeden z najbardziej doświadczonych zawodników Ekstraklasy. Twardy, pewny w swoich poczynaniach – głośno i dosadnie dyryguje swoimi kolegami z linii obronnej. Jeden z lepszych meczów w tym sezonie zagrał przeciwko Pogoni w Szczecinie, gdzie nie dał pograć kreowanemu na gwiazdę Łukaszowi Zwolińskiemu. Jovic i Burliga radzą sobie zdecydowanie lepiej w poczynaniach ofensywnych niż w tyłach – ich dobre podania procentują asystami (vide Jovic w ostatnim meczu ze Śląskiem Wrocław). Guzmics od początku gry w Krakowie pokazuje w swojej grze raczej niepotrzebną, nadmierną agresję niż pewne poczynania.

Znak równości ludzi


Werdykt:
remis – połączenie rutyny i pewnych poczynań defensywnych ze słabymi bokami.

 

POMOC

pobrane (1)Przybecki, Murawski, Matras, Akahoshi, Małecki | Pomoc kompletna? Na pewno pod względem znanych nazwisk i doświadczenia poszczególnych ogniw. Po bliższym przyjrzeniu się nazwiskom w paru ostatnich spotkaniach nie jest już tak kolorowo. Na pierwszy plan wychodzi znakomita dyspozycja Mateusza Matrasa, który po przejściu do Pogoni z Piasta Gliwice długo nie mógł się odnaleźć na boisku. Obecnie jest jednym z najlepszych defensywnych pomocników w lidze. Pomaga mu zwykle niezastąpiony Rafał Murawski, który zazwyczaj nie schodzi poniżej pewnego poziomu (słabszy początek sezonu, ale im dalej tym lepiej). Akahoshi, niestety czasy swojej najlepszej gry ma już najwidoczniej za sobą – notuje ewidentny spadek formy od powrotu z rosyjskiej ligi i nic nie zapowiada tego, żeby grał lepiej. Skrzydła? Małecki powrócił w niezłym stylu pokazując, że jego skreślenie przez co poniektórych było zbyt wczesne, bardzo ambitnie walczy – z drugiej strony, sił starcza mu na około 70-80 minut przez co w końcówkach snuje się jedynie po boisku, osłabiając drużynę. Przybecki znany z dwóch atutów – niesamowita szybkość oraz wyskok, obie rzeczy pokazuje w każdym meczu, w którym dane jest mu wystąpić – czy dużo z tego wynika? Niespecjalnie, poza dobrym występem z Wisłą Kraków (wywalczony wątpliwy rzut karny) nie prezentuje nic odbiegającego od średniej ligowej.

29bd43b43e8a29421aff1d96a94017e6Guerrier, Uryga, Mączyński, Jankowski, Boguski | Na pierwszy plan wysuwają się znane nazwiska o uznanej marce w lidze Guerrier i Mączyński. Ten pierwszy wciąż czaruje popisami technicznymi i jeśli dobrze wejdzie w spotkanie, potrafi je wygrać w pojedynkę. Drugi po powrocie z egzotycznej ligi pokazuje, że był dobrym transferem – opanowanie w środku pola, bardzo dobry przegląd i pomysłowość w rozegraniu (charakterystyka podobna do Rafała Murawskiego). Jeśli chodzi o pozostałą trójkę Uryga, Jankowski, Boguski – są to solidni ligowcy, którzy mogą zagrać dobry mecz (np. Jankowski strzelec 2 bramek w meczu z Lechią) albo być zupełnie niewidoczni i przejść obok spotkania.

Znak równości ludzi

Werdykt:  remis – dobry, porównywalny środek pola (Murawski, Mączyński) z nieprzewidywalnymi i mało produktywnymi skrzydłami w Pogoni (Małecki, Przybecki) / lepszymi w Wiśle (Boguski, Jankowski, Guerrier) oraz lepszym defensywnym pomocnikiem ze strony Portowców (Matras).

NAPASTNIK

635449877566934813Łukasz Zwoliński | gwiazda, odkrycie obecnego sezonu. Zanotował niesamowity start, strzelając bramki w kilku kolejnych spotkaniach. Dobre warunki fizyczne, ambicja i co najważniejsze pomysłowość i dobre ustawienie pozwalają myśleć, że ten zawodnik będzie gwarantem co najmniej 10 bramek w sezonie. Nie zmieni tego jego ostatnia słaba forma, gdzie od kilku meczów nie może znaleźć drogi do bramki rywali.

pobrane (2)Paweł Brożek | obecny w elitarnym ,,Klubie 100″ Ekstraklasy (powyżej 100 bramek w swojej karierze na najwyższym, polskim szczeblu rozgrywkowym) – napastnik, który potrafi w jednym meczu strzelić hattricka, a w kilku kolejnych marnować sytuacje do pustej bramki. Na swoje kolejne gole czekał od 5 maja zeszłego roku (!) – odblokował się w ostatnim meczu, ze Śląskiem Wrocław (2 bramki). Czy jest to zawodnik, który jest gwarantem bramek dla Białej Gwiazdy? Jest, ale tylko z jednego względu – Wiśle brakuje zmienników na tej pozycji i poza przesunięciami (Jankowski, Guerrier, Boguski) nie ma tam napastnika z prawdziwego zdarzenia.

110746


Werdykt:
Pogoń Szczecin – Zwoliński ze względu na wiek, warunki fizyczne i całokształt w obecnym sezonie.

 

ŁAWKA REZERWOWYCH

Lewandowski, Murayama, Dvalishvili, Rudol, Obst, Słowik – dwaj zawodnicy, którzy pukają mocno do bram pierwszej drużyny (Dvalishvili, Murayama) i którzy są w stanie zmienić przebieg spotkania. Plus zawodnicy przeciętni (Lewandowski, Danielak, Rudol, Słowik) oraz wprowadzeni juniorzy (Obst).

Crivellaro, Cywka, Czekaj, Marszalik, Popovic, Żemło, Buchalik – póki co jedynym zawodnikiem,  mogącym ,,zrobić różnicę” jest Brazylijczyk sprowadzony przed tym sezonem do Wisły – Crivellaro, strzelec pierwszej bramki w sezonie ekstraklasowym, niezły technicznie. Reszta? Młodzi, niedoświadczeni, bez większego wpływu na grę drużyny.

110746

Werdykt: Pogoń Szczecin – większe pole manewru jeśli chodzi o zmianę w ofensywnych poczynaniach (Dvalishvili, Murayama, Lewandowski).

 

 Ostateczny wynik, blisko remisu – podobnie jak w bezpośrednim starciu obu zespołów w tym sezonie (1:1). Przewagą Pogoni jest lepsza siła ofensywna oraz rezerwowi, którzy potrafią wprowadzić powiew świeżości z ławki.

Czy opłaca się tyle remisować biorąc pod uwagę, że za spotkanie zremisowane wciąż dostaje się jedynie 1pkt? Jedni powiedzą, że tak – miano niepokonanej drużyny zawsze robi wrażenie czy to na potencjalnych rywalach czy w mediach. Inni stwierdzą, że lepiej wygrać 2 spotkania i 1 przegrać niż 3 zremisować.
Na pewno każdy po części ma rację – w ostatecznym rozrachunku liczą się jednak punkty, a nie tytuły w gazetach. Kiedy któraś z dwóch drużyn zanotuje wpadkę i wreszcie przegra?
Kto zachowa miano niepokonanej drużyny dowiemy się za 2 tygodnie – wtedy Pogoń podejmie w Szczecinie lidera z Gliwic, a Wisła zagra na terenie Górnika Łęczna.
Póki co odpoczywamy od ekstraklasowych zmagań i liczymy na podobną passę niepokonanej drużyny jeśli chodzi o reprezentację Polski.

/R

Posted in Uncategorized | Leave a comment

,,Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i …”

PremierLeagueLogoPrzez jednych uważana za najlepszą ligę świata, przez innych za przereklamowaną, z której drużyny w konfrontacjach na wyższych szczeblach (Liga Mistrzów, Liga Europy) prezentują się już co najwyżej przeciętnie i zwykle odpadają we wczesnych fazach rozgrywek. Oceniając na podstawie ostatnich lat oraz sukcesów angielskich drużyn w europejskich pucharach (a raczej ich brak) można przychylić się ku tej negatywnej opcji.

Pomimo tego start rozgrywek Premier League zawsze wzbudza duże emocje. Pełne stadiony (nawet na obiektach stosunkowo słabszych drużyn), dużo walki (nie tylko w spotkaniach derbowych oraz między drużynami o zbliżonych umiejętnościach), znane nazwiska (zarówno na boisku jak i na ławkach trenerskich) – i mamy przepis na sukces, a już na pewno dobry powód, żeby śledzić co weekend te rozgrywki.

Obecnie tabela prezentuje się następująco.

jjj

Dla kibiców ,,niedzielnych” od razu nasuwają się pytania – co to jest Crystal Palace, Leicester, Swansea i dlaczego są tak wysoko w tabeli wyprzedzając bardziej utytułowane i znane np. Manchester United, Arsenal Londyn czy Liverpool?
Są to drużyny, grające w Premier League od jakiegoś czasu (Crystal Palace) które awansowały sezon temu (Leicester) albo które wskoczyły do najwyższej klasy rozgrywkowej i przebojem utrzymują się w niej bezproblemowo od kilku sezonów (Swansea).

Crystal_Palace_FC_logo.svgCrystal Palace, drużyna która bezproblemowo utrzymała się w zeszłym sezonie (wygrywali m.in. z Liverpoolem, Evertonem, Swansea) obecne rozgrywki rozpoczęła bardzo obiecująco.
Od stycznia tego roku na ławce trenerskiej popularnych Orłów zasiada Alan Pardew. Kontrowersyjny? Na pewno tak, wielu kibiców ma w pamięci odsyłanie go na trybuny za podważanie decyzji sędziowskich czy inne dziwne zachowania (przepychanka podczas meczu z zawodnikiem Hull City, za którą dostał rekordową karę – banicji na 7 spotkań). Trener na pewno dobry, któremu brakuje jednak większych osiągnięć.

Obecnie drużyna prowadzona pod jego nadzorem prezentuje się dobrze, zaskakująco dobrze. Wygrana w tej kolejce nad Chelsea i to na Stamford Bridge na pewno jest niespodzianką. Kto jednak oglądał mecz ten wie, że drużyna CP zasłużyła co najmniej na wywiezienie punktu. Zawodnicy, którzy prezentują się obecnie najlepiej to Joel Ward (jeden ze strzelców bramek we wczorajszym spotkaniu) Bakary SakoYannick Bolasie (który zanotował wczoraj bardzo dobre wejście z ławki) czy najdroższy transfer gotówkowy transfer Orłów w karierze – Yohan Cabaye. Nie są to gwiazdy z europejskiego topu, rozpoznawalne przez wszystkich kibiców, którzy interesują się futbolem. W tym tkwi jednak piękno futbolu – nie zawsze zwyciężają najlepsi, najbardziej rozpoznawalni czy popularni. Gracze Crystal Palace prawdopodobnie skończą ligowy sezon gdzieś w środku stawki, utrzymując się bez większych problemów. Europejskie puchary również im nie grożą biorąc pod uwagę, że w ostatecznej fazie sezonu brak wartościowych zmienników może okazać się największym problemem.

Przewidywane miejsce na koniec sezonu: 10-13

Swansea City, jedyna walijska drużyna w stawce zespołów w najwyższej angielskiej klasie rozgrywkowej. Ostatnio tym bardziej rozpoznawalna przez polskich fanów, ze względu na obecność w (pierwszym) składzie Łukasza Fabiańskiego. Szturmem wskoczył on do bramki Łabędzi i nie zamierza oddać miejsca w składzie (został uznany za najlepszego bramkarza poprzedniego sezonu). Drużyna, która upodobała sobie szczególnie jednego rywala – Manchester United. Trzy ostatnie spotkania tych drużyn to wygrane Swansea City w stosunku 2:1. Podobnie było w dzisiejszym meczu, gdzie po bramkach Gomisa i Ayew Łabędzie nie(?)spodziewanie pokonały Czerwone Diabły. Ci dwaj zawodnicy to esencja ofensywnej gry Swansea w tym sezonie. Ghańczyk przyszedł do walijskiego teamu przed sezonem i bezproblemowo odnajduje się w angielskich realiach. Obecnie w 4 meczach zdobył 3 bramki i zanotował 1 asystę. Drugi piłkarz, który w swoim pierwszym sezonie w Premier League delikatnie mówiąc nie zachwycił (7 bramek) w obecnych rozpoczął z wysokiego C. Cztery mecze cztery bramki (w każdym spotkaniu po jednej) – to dorobek, który robi wrażenie. Dzięki dobrej dyspozycji wymienionych zawodników oraz niezłej grzej obronnej (Naughton, Williams, Taylor) Swansea potrafiła zremisować na Stamfford Brigde (2:2) oraz wygrać z Manchesterem United. Czy Łabędzie są wstanie zachować dobrą dyspozycję na dłużej? W zeszłym sezonie zabrakło 4 punktów do 6-tego miejsca gwarantującego miejsce w eliminacjach europejskich pucharów. W tym, jeśli Ayew i Gomis nie zagubią formy, a Fabiański będzie bronić na poziomie porównywalnym z zeszłymi rozgrywkami – może być jeszcze lepiej.

Przewidywane miejsce na koniec sezonu: 6-9 

Leicester_City_crest.svgPopularne Lisy z Leicester, drużyna która zaprezentowała jeden z najbardziej spektakularnych powrotów, który zaprocentował utrzymaniem w lidze we względnie przyjemnych okolicznościach. Początki dla beniaminka były niezłe – parę remisów, wygrane ze Stoke City oraz Manchesterem United – wszystko pod kontrolą?  Niestety dla fanów z Leicester, nie. 13 kolejnych spotkań (!) bez wygranej, w tym 11 (!) porażek i Lisy stały się głównym kandydatem do spadku. Kiedy wszyscy spisywali ich już na spadek ekipa, w której występuje (występował) popularny Wasyl przebudziła się – wygrywając z Chelsea, Southampton czy Swansea zapewniła sobie spokojne miejsce w środku stawki. Obecnie o ofensywnej sile Lisów decydują Algierczyk Riyad Mahrez (4 bramki w 3 pierwszych spotkaniach, Marc Albrighton, Jamie Vardy, Shinji Okazaki. Póki co drużyna nie miała do czynienia z ekipami z ligowego topu więc równie dobrze może zanotować w ciągu kilku kolejnych kolejek zjazd niczym w poprzednim sezonie. Jak będzie naprawdę? Ofensywnie wygląda to naprawdę ciekawie i paru graczy (Mahrez, Okazaki) mogą się wypromować w celu transferu do lepszych drużyn. Jeśli chodzi o defensywę nie jest już tak kolorowo. W 4 dotychczas rozegranych meczach Leicester nie potrafił zachować czystego konta. Może będzie to sygnał dla trenera, żeby postawić na usługi Marcina Wasilewskiego, którego dotychczas próżno było szukać nawet na ławce rezerwowych.

Przewidywane miejsce na koniec sezonu: 14-17

Jeśli chodzi o drużyny bardziej utytułowane, popularne, póki co poza drużyną Obywateli z City jest w kratkę. Ekipy Manchesteru United, Arsenalu Londyn, Liverpoolu czy Chelsea potrafiły już przegrać w dość wstydliwych okolicznościach odpowiednio ze Swansea, West Hamem (x2) czy Crystal Palace. Forma zastanawiająca, biorąc pod uwagę to że drużyny te (poza Manchesterem United) nie rozpoczęły jeszcze bojów w europejskich pucharach.
Jedynie Manchester City po 4 kolejkach może pochwalić się kompletem zwycięstw bez straty bramki (!) – bilans świadczący o tym, że drużyna Pellegriniego na pewno poważnie podejdzie do tegorocznych rozgrywek. Sam Chillijczyk otwarcie mówi, że nie biorą pod uwagę innego rozwiązania niż odzyskanie tytułu mistrzowskiego. Mają mu w tym pomóc transfery takich zawodników jak m.in. Otamendi, De Bruyne czy Sterling.
Czy mistrzostwo Anglii powróci do finansowych tytanów?
Czy może przebudzi się ekipa Mourinho, która póki co miewała poważniejsze problemy niż miejsce w tabeli (afera lekarska)?
Czy trafi na kogoś zaskakującego, o kim obecnie nikt nie wypowiada się w superlatywach.

Nowy sezon Premier League ruszył na dobre.
Cytując klasyka: ,, Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy!”.

/Rob

Posted in Uncategorized | Leave a comment

w Pogoni za ligowym topem

Zapewnienie sobie ekstraklasowego bytu dopiero w końcowej fazie ostatniego sezonu doprowadziło do tego, że nawet najwięksi fani Portowców byli sceptycznie nastawieni co do miejsca swojej drużyny w ligowej tabeli w nowej odsłonie rozgrywek.

Nie bój się zmiany na lepsze

Tymczasem Pogoń w obecnym sezonie gra jedną z najlepszych oraz najładniejszych dla oka piłek w Ekstraklasie. Mówią o tym wszyscy – od fanów drużyny ze Szczecina poprzez kibiców innych drużyn aż po telewizyjnych ekspertów, którzy zazwyczaj wypowiadali się na temat Pogoni jedynie w negatywnym kontekście. Wciąż można natrafić na komentarze skrajnie wyjęte z rzeczywistości – jak niedawny popis Grzegorza Mielcarskiego w Lidze+ Ekstra, który uważał m.in. że drużyna Niebieskich przegrywając  w Szczecinie 1:3 zagrała dobre spotkanie, a do tego ma lepszych napastników od Marcina Robaka. Takie rozważania zostawmy jednak w sferze fantastyki, dział wiecznego narzekania na drużynę ze Szczecina.

– najmniej porażek w lidze (5);

– jedno z czołowych miejsc jeśli chodzi o zdobywanie bramek (3 – za Legią Warszawa oraz Lechem Poznań);

– 7 meczów z rzędu (wszystkie) w rundzie wiosennej bez porażki;

– jedna z najlepiej grających drużyn na wyjazdach;

– pierwsze miejsce Marcina Robaka w klasyfikacji króla strzelców (18 bramek) oraz drugie Akahoshiego w klasyfikacji kanadyjskiej;

Powyższe statystyki mówią same za siebie – od bardzo dawna kibice Portowców nie mogli liczyć na żadną z powyższych rzeczy. Efektowna gra techniczna okraszona dużą ilością sytuacji bramkowych może się podobać nawet największym malkontentom, dla których oglądanie ekstraklasowych potyczek było zazwyczaj synonimem straty czasu oraz wybitnie bolesnych tortu. Obecnie drużyna jest dużo skuteczniejsza niż ta z poprzedniego sezonu, która za sprawą m m.in. Donalda Djousse czy Tomka Chałasa potrafiła drastycznie razić nieskutecznością oraz bezradnością. Mecze Portowców ogląda się bardzo przyjemnie – dużo bramek (bardzo często naprawdę efektownych), ambitna walka do ostatnich minut – to może się podobać.

Cudotwórca?

Zatrudnienie Dariusza Wdowczyka wiązało się ze sporą liczbą negatywnych oraz sceptycznych komentarzy. Wszak to banita, który wracał po karze za korupcyjne grzechy przeszłości.

Obecnie większość o tej niechlubnej karcie historii popularnego Wdowca już nie pamięta. Odwrócenie gry zespołu o 180 stopni i stworzenie drużyny, która liczy się w walce o najwyższe ligowe lokaty to jedno z największych osiągnięć klubu od czasów v-ce mistrzostwa Polski za czasów Sabriego Bekdasa.

Trenerzy Madrysz (awans do finału Pucharu Polski) czy Tarasiewicz (awans z drużyną do Ekstraklasy) zapisali się w historii klubowej lecz nie są to szkoleniowcy pokroju Dariusza Wdowczyka. Ten potrafi wprowadzić w szatni niespotykany rygor, swoimi przemówieniami oraz nastawieniem potrafi dodatkowo zmobilizować cały zespół do walki od pierwszych do ostatnich minut spotkania. Nawet potencjalnie przegrane spotkania jak ostatnie z Koroną Kielce (0:2 do przerwy) w przypadku Pogoni w obecnej formie nie jest ostatecznie rozstrzygnięte.

Całkowita zmiana gry Portowców (więcej gry skrzydłami, spokojniejsza gra w defensywie) oraz wprowadzenie (udane) do zespołu dość nieoczekiwanych zmian (przemianowanie defensywnego pomocnika Wojciecha Golli na środkowego obrońcę, dawanie szansy młodym, zdolnym Lewandowskiemu, Rudolowi, Bąkowi czy ostatnio Kunowi, Kozłowskiemu) pokazuje, że trener Wdowczyk nie boi się zmian oraz postawienia na swoim. Efektem tego było choćby posadzenie w ostatnim ligowym spotkaniu w Kielcach pewniaka w drużynie, Bartosza Ławy na ławce rezerwowych. W drużynie Wdowca panuje zasada – grasz słabo, jesteś w słabszej formie (co widać na boisku) zasługujesz na zmianę albo ławkę rezerwowych. Weź się w garść albo nie będziesz grać w następnym spotkaniu. Piłkarze zdają się to zauważać i nawet na samych treningach ambitnie walczą aby pokazać, że należy im się miejsce w pierwszym składzie.

Ligowa śmietanka?

W drużynie w obecnym sezonie wykreowało się paru zawodników, których określić można jako absolutny top Ekstraklasy. Niektórzy pokazywali już takie przesłanki w ostatnich sezonach, ten jest tego potwierdzeniem.

1355669.3Marcin Robak – absolutny hit transferowy, który na początku również nie każdemu odpowiadał. Narzekania, że „za stary, wypalony, nie gra tego co kiedyś” można było usłyszeć w wielu miejscach. Robak skutecznie zamyka usta wszystkim niedowiarkom. Rewelacyjna skuteczność, bardzo dobra gra głową, strzał z daleka (vide bardzo ładne trafienie w ostatnim spotkaniu z Koroną), zimnokrwiste wykończenie akcji (vide spektakularny wyczyn z Lechem Poznań) – to na dziś dzień najlepszy napastnik ligi, którego w swoich szeregach widziałby prawdopodobnie każdy ekstraklasowy zespół.

pobraneTakafumi Akahoshi – sympatyczny Japończyk przez jakiś czas czarował jedynie oryginalną fryzurą i kiedy wszyscy uważali już, że to koniec Aki w ekstraklasie, a plotki na temat zainteresowania przez kluby z Bundesligi były mocno na wyrost, ten znowu zabłysnął. Asysty, efektowne zagrania techniczne, bramki – Aka potrafi przez 70 minut meczu być niewidocznym, żeby w ciągu kolejnych 20 zabłysnąć na poziomie niedoścignionym przez większość ekstraklasowych wyjadaczy i prawie w pojedynkę wygrać spotkanie. To niewątpliwie zawodnik, który robi różnicę.

pobrane (1)Marcin Dąbrowski – obrońca kompletny. Bardzo dobra gra głową (sporo ważnych bramek w tym sezonie), pewność w poczynaniach defensywnych (nie boi się wyjaśnić akcji pewnym wślizgiem) – masa wygranych pojedynków w obronie. Zawodnik, który powoli puka do bram reprezentacji, która od lat cierpi na brak utalentowanego środkowego obrońcy. Maćkowi niestety raz na jakiś czas zdarzą się słabsze występy gdyby nie one prawdopodobnie zanotowałby już debiut w kadrze.

Radoslaw JanukiewiczRadosław Janukiewicz – charyzmatyczny bramkarz, który dawniej zasłynął z kwiecistego wywiadu po jednym z meczów pucharowych z Olimpią Grudziądz. Obecnie z każdym kolejnym spotkaniem pokazuje i utwierdza wszystkich w przekonaniu, że jest jednym z najlepszych (o ile nie najlepszym) bramkarzy w Ekstraklasie. Gdyby nie pewne miejsce w składzie reprezentacji Boruca i Szczęsnego, Radek prawdopodobnie znalazłby uznanie w oczach, któregoś ze szkoleniowców. Nie raz nie dwa uratował on Portowcom punkty w ekstraklasowych potyczkach.

 Jakub Bąk, Sebastian Rudol, Dominik Kun, Filip Kozłowski, Mateusz Lewandowski – młodzi gniewni, melodia przyszłości. Niektórzy już odgrywają istotną rolę w drużynie (Bąk, Rudol), a w kolejce stoją kolejni (Kun, Kozłowski). Wdowczyk nie boi się stawiać na młode pokolenie zawodników, które pokazuje że warto wprowadzać ich do drużyny.

 Co dalej?

Portowcy w ostatniej ligowej kolejce zapewnili sobie miejsce w „grupie mistrzowskiej” na półmetku rundy zasadniczej. Ze spokojem mogą rozegrać 2 pozostałe spotkania z Piastem Gliwice (wyjazd) oraz Widzewem Łódź (dom) czyli absolutnymi outsiderami ligowych potyczek. Mało kto bierze pod uwagę scenariusz, że z tego dwumeczu Pogoń nie uzyska 6 punktów.

Co w grupie mistrzowskiej? Obecna forma rozgrywek jest wielką niewiadomą. Wszyscy zadają sobie pytanie jak będzie wyglądała gra poszczególnych zespołów po podziale na wspomniane grupy i w jakim stopniu uatrakcyjni to rozgrywki. Pogoń to obecnie gwarancja dobrej piłki i jeśli nie skończy rozgrywek w czubie tabeli (a stać ich na top4) to na pewno jest gwarantem atrakcyjnej piłki. To naprawdę obecnie bardzo dobra reklama naszej rodzimej Ekstraklasy.

/Rob

Źródło zdjęć: http://www.pogonszczecin.pl

Posted in Uncategorized | Leave a comment

Polska będzie drugą Belgią, czyli sny o tłustych latach.

Eliminacje do Mistrzostw Świata schodzą już z ostatniej prostej i chylą się ku końcowi. Dla nas – Polaków, oficjalnie zakończyły się nieco ponad miesiąc temu (a tak naprawdę to skończyły się zanim zaczęły) i dziś pozostaje jedynie oglądać walkę w barażach innych drużyn oraz grudniowe losowanie grup mundialu w telewizji. Z zaciekawieniem, ale już bez szczególnych emocji, czyli dokładnie tak, jak przeciętny polski kibic przeżywał całe minione eliminacje w wykonaniu drużyny narodowej, co notabene stanowi naprawdę smutny krajobraz po zeszłorocznym Euro 2012. Nie tylko przez wzgląd na wynik sportowy, który udowadnia, że reprezentacja w końcu równa do poziomu ligowej piłki, co przez lata wbrew logice się nie zdarzało. Również ze względu na brak euforii, która ubiegłego lata tak szybko opanowała naszą ojczyznę, by równie prędko z niej wyparować. Kiepskie wyniki nie idą w parze z dobrym samopoczuciem, więc w zasadzie nie ma co się temu dziwić, że tak to wszystko się potoczyło, ale niepokojąco szybko kadra Fornalika przejęła schedę niepowodzeń po ekipie Smudy i została spisana na straty. Bez atmosfery i wiary w sukces nie będzie i wyników, a nie da się ukryć, że tego wszystkiego tym razem zabrakło. Nie zmąci tego obrazu chwila uniesienia z meczu z Anglikami na Stadionie Narodowym czy nawet fantastyczna postawa kibiców na Wembley, która pojawiła się chyba tylko na osłodę tych wszelkich niepowodzeń. Koniec końców umówmy się: mało kto oprócz Pana Waldka wierzył w pozytywne zakończenie tych eliminacji, nie wspominając już o wypracowaniu rewolucyjnego sposobu rozgrywania akcji. Kolejność nie jest przypadkowa – w końcu reprezentacji zwykle łatwiej było o punkty niż o szałowy styl gry. Zgodnie więc z oczekiwaniami, nie powiodło się. Bilans 3 zwycięstw, 4 remisów i 3 porażek przy nawet niezłym stosunku bramek – 18:12, chluby tej kadrze przynosić nie może. Zwłaszcza, że dwa ze wspomnianych zwycięstw były odniesione w meczach z ostatnią drużyną świata. W tabeli grupy H zaledwie o 2 pkt  wyprzedziliśmy Mołdawię, a aż 9 pkt brakowało nam do zwycięzcy grupy – Anglii. Zasadnie brzmi tu kwestia: z czym do ludzi? Ten dorobek wydaje się być jeszcze bardziej kiepski, patrząc na to jak nieporadnie radzili sobie nasi grupowi rywale. Biorąc pod uwagę ten fakt, drużyny które z naszej grupy eliminacyjnej pojadą na Mundial nie wydają się być tymi, które będą rozdawać karty w grupie na tej imprezie, nie wspominając już o fazie pucharowej. Ale to tylko piłka – do MŚ czasu jeszcze sporo, więc kto wie…

W jakże diametralnie różnej sytuacji w stosunku do naszej kadry znajduje się obecnie reprezentacja Belgii, która w cuglach wygrała niełatwą grupę (w bezpośrednim pojedynku dystansując Chorwatów) i zapewniła sobie przepustkę do Brazylii. Nie była to pierwsza ekipa, która z Europy wywalczyła awans, ale to do dziś o niej się mówi i poświęca obecnie najwięcej uwagi, wychwalając nowe, złote pokolenie, obwieszczając wszem i wobec walkę o medal MŚ. O współczesnej gwardii Czerwonych Diabłów nie trzeba specjalnie nic więcej dodawać, poza tym, że pozostaje zazdrościć potencjału, jaki obecnie kadra Wilmotsa posiada. Jak i samego Wilmotsa, który jest kolejnym przykładem na to, że piłkarz z dużą wyobraźnią na boisku potrafi doskonale odnaleźć się w trenerce. Wielu obserwatorom mocarność Belgii objawiła się nagle, pozostaje więc pytanie: jak dużo musieli poświęcić w tym kraju na to, aby udało się osiągnąć tak wysoki pułap? Nie ma na to z pewnością jednej konkretnej odpowiedzi, ale pewniakiem jest, że kosztowało ich to naprawdę sporo wysiłku.

Marc Wilmots

Może na pierwsze zerknięcie nie rzuca się to w oczy, ale widać analogię między polską a belgijską piłką. Nie chodzi wszakże o same zmagania ligowe, lecz o drogę, jaką przechodzą obie reprezentacje. W takim kiepskim położeniu, w jakim znaleźliśmy się obecnie, Belgia też miała przyjemność przebywać i nie trwało to wcale tak krótko. Dość powiedzieć, że ostatni raz na wielkiej imprezie grała 11 lat temu, kiedy to na MŚ odpadła w 1/8 finału z późniejszym triumfatorem Brazylią. Chwilę wcześniej wspólnie z Holandią organizowała Mistrzostwa Europy. Kursy bukmacherów a’la 125:1 za zdobycie trofeum przez Czerwone Diabły jasno wskazywały na to, że ta generacja piłkarzy nie była stawiana delikatnie mówiąc w roli faworyta. Gdyby Belgia nie była gospodarzem tej imprezy prawdopodobnie nie znalazłaby się nawet na tamtym turnieju, na którym ostatecznie poległa gładko i bezdyskusyjnie. Promyk nadziei zaświecił 2 lata później na wspomnianych MŚ w Korei Południowej i Japonii, gdzie udało się zdobyć kwalifikację po męczarniach w barażach z Czechami. Belgowie wyszli z grupy przed Tunezją i Rosją, a za Japończykami, by trafić na ozłoconych wówczas Canarinhos i wrócić do domu. Po tych MŚ ów promyk nadziei zgasł, a ślad się po Belgii urwał… Zarówno przed jak i po tym turnieju w tym kraju wciąż żyło się wspomnieniami o potędze z rocznika 86’ , kiedy to Belgia zajęła 4 miejsce, a na murawie brylowały legendy typu: Scifo czy Claesen. Podobna sytuacja jak na naszym podwórku, gdzie do znudzenia przypomina się 74’ i 82’. Od mistrzostw w 2002 roku reprezentacja Belgii pogrążona była więc w marazmie, zaliczając mniej lub bardziej zawstydzające porażki i nie będąc nawet blisko uzyskania promocji na wielką imprezę. Aż do teraz, kiedy to okazje do popisów mają Hazard, Witsel i spółka, którzy dają wiarę w napisanie nowej, pięknej historii futbolu w tym kraju. Nie stało się to jednak nagle, a zostało poparte solidnymi argumentami: reformą ligi, zdecydowanym inwestowaniem w szkolenie i rozwój młodzieży oraz świadomym eksporcie ukształtowanych, lecz wciąż młodych piłkarzy dla których Jupiler League stawała się zwyczajnie za mała do lig w których. Cierpliwość popłaciła i teraz są tego profity.

repra Belgii

Wypadałoby przełożyć te wszystkie wspomniane cechy na nasze podwórko i sukces również byłby gwarantowany. To oczywiście póki co mrzonki, ponieważ przeszkód do pokonania w polskiej piłce wydaję się być znacznie więcej niż zespołów w rankingu FIFA przed Polską. Liga jest reformowana, w PZPN zachodzą korzystne zmiany – coś się dzieje, ale to wciąż kropla w morzu potrzeb. 4 miejsce w grupie eliminacyjnej nie było przypadkiem i odwzorowało miejsce w szeregu w jakim polska piłka utknęła, więc zanim sytuacja ulegnie poprawie, trzeba zweryfikować przyczyny dla których się w nim znaleźliśmy. Żeby nie głosić wyłącznie pesymistycznym głosem to pewnym jest, że nie brak nam perspektywicznych i utalentowanych zawodników. Jako dzieciak czekałem na to, aż będziemy mieć napastnika z prawdziwego zdarzenia, który będzie wizytówką kadry, jak to miało miejsce w znacznie słabszych zespołach narodowych typu: Pandev z Macedonii, Berbatov z Bułgarii czy nawet Tare z Albanii. Nie śniło się nawet, że będzie to napastnik na miarę czołówki europejskiej, a jednak stało się i nasz Lewandowski zjada na śniadanie tego typu zawodników. Mamy więc petardę w przodach po wielu latach oczekiwania, którą pozostaje we właściwy sposób odpalić. Na razie wszyscy widzą jaki jest z tym problem, ale nie musi to trwać wiecznie. Poza tym takie Krychowiaki, Zielińskie czy inne Klichy naprawdę fajnie się rozwijają, chłonąc to, co dała im zachodnia szkoła futbolu i z tej strony również możemy oczekiwać sporej pociechy w przyszłości. Nie ma co się mamić mitami kadry Engela – dopiero teraz nasi piłkarze znajdują się w naprawdę topowych klubach, w których grają, a nie jedynie statystują. Co prawda nie zawsze wszyscy są w rewelacyjnej formie i nie wszystkimi dałoby się obsadzić każdą pozycję w reprezentacji, ale dodając do tego solidnych ligowców i pomysł na zespół możemy w piłce znaczyć coś więcej niż tylko niewygodny rywal. Nie wiem czy Nawałka to będzie ten trener, który dokona tej konkretnej przemiany, ale charakter to on ma i na wstępie pokazał, że nie boi się odważnych decyzji, więc może jest nadzieja i dla naszego zespołu narodowego?

Nawałkanica

Odnosząc się jeszcze do brazylijskich eliminacji to remis z Anglią, który przez wielu przyjmowany jest obecnie za porażkę, za x lat może być odbierany jako jeden z większych sukcesów naszej piłki nie tylko w historii potyczek z Anglią, ale i w ogóle. I to nie tylko dlatego, że Synowie Albionu powinni się za jakiś czas znów odbudować i wprowadzić w świat piłki nowych, zdolnych chłopaków. Choć niewiele wskazuje na to, mam nadzieję, że Polska pójdzie za belgijskim przykładem i przyjdą różowe czasy, a reprezentacja odpali już w eliminacjach do Euro 2016. Na ten moment zalecałbym jednak wszystkim kibicom uzbrojenie się w sporą dawkę cierpliwości i wiary w to, że właściwi ludzie w polskiej piłce zaczną robić co do nich należy, bo póki co można między bajki włożyć sen o potędze, a starać się rozbudzić z tej zmory w którą wpadliśmy. Oby stało się to już od meczu ze Słowacją.

/white-ghost

Posted in Uncategorized | Leave a comment